czarzasta blog

Twój nowy blog

dno.

Brak komentarzy

Dzień, w którym onet wykupuł blog.pl stał się ostatnim dniem mego życia.
Bezpowrotnie odchodzę na królewnianego bloga

było

Brak komentarzy

Nie żyję już tu! Nie ożyję, nie przeżyję!
zapraszam gdzie indziej królewniany.blog

aaaa złamano mi serce! :(

Właśnie wróciłam z Malczewskiego to koło Ciebie trzeba było mnie odwiedzić. Czekam u Sera na Ciebie ale musze rano wrócić i się stawić w domku :)
Bo fajna impreza była, nawet moja mama wpadła na chwilke :)

sprostowanie: sms wysłany do mojego misia

A wszystko zaczęło się tak:
Pałczak napisał mi smsa o treści „EJ WEZ NAMUW QPA RXEĄAY NA WPUQCILA…” po niespodziewany napadzie głupawki postanowiłyśmy odwiedzić panów głupich (Emasa i Pałczaka), którzy świadcząc po dalszych wydarzeniach byli już wcześniej poszukiwani brzez hordę chopaków z okolicy (czyt.panów posterunkowych. Bo te nasze chłopaki to głupie są i malują jakieś głupie napisy po budko-kioskach i znako-stójkach. My, czyli ja i Asieńka poszłyśmy z nimi jak idiotki na stację benzynową po Asi ulubioną oranżadę ponieważ Mati się dusił i musiał coś wypić. Na upragnioną stację nie dotarłyśmy po nagle siuuuuuu i ziuuuuup zakręcił wielki jak tramwaj autobus! To był radiowóz panów strażników miejskich. Ta oto lodówko-zamrażarka nas wessała i wylądowałyśmy na powyżej opisaną w smsie impresske. Kraina w której toczyła się akcja była mroczna i zasikana, potem przeniosła się na krainy w kafelki tzn. pokój przesłuchań w którym przynajmniej było ciepło. Przygoda była fascynująca Asi się bardzo w Warszawie podobało. Było niczym na karuzeli opowiada koleżanka.
Pozdrawiam gorąco wasza Gosiunia co się przeprowadziła do wielkiego miasta prosto z sielankowych Kozich Lasek.

więcej informacji na www.gosiunia-i-serus.blog.onet.pl

krowa

2 komentarzy

Opowiadanie napisane specjalnie dla mnie o raz z myślą o mnie od mojego kochanego Piotrusia
vel Szpaner :*

Krowa to ssak. Ma ona sześć stron: prawą, lewą, przód, tył, spód i wierch. Za krową znajduje się ogon zakończony małym pomponikiem. Krowa posługuje się nim do odpędzania much od siebie i od mleka. Głowa krowy służy do rogów, no i jej pysk musi gdzieś znaleźć miejsce. Rogi służą do bodzenia, a pysk do miauczenia. Pod krową wisi mleko. które służy do dojenia. Krowa ma delikatny węch, czuje się ją z daleka. Pan krowa nazywa się byk. On nie jest ssakiem. Krowa nie je dużo, ponieważ wszystko, co zje, zjada dwukrotnie. Kiedy krowa jest głodna, robi muuu!
A kiedy nie mówi nic, oznacza to, że w środku ma pełno trawy aż po czubki rogów…

Czy warto byc innym?
Warto być mądrym wśród głupich.
Warto być ładnym wśród brzydkich.
Warto być uprzejmym wśród gburów.
Warto być uzdolnionym wśród nieuzdolnionych.
Warto być usmiechniętym wśród smutnych.
Możesz wtedy dzielić się swoimi doznaniami
Lecz co jest gdy to ty jesteś tym
głupim wśród mądrych
brzydkim wśród ładnych
gburem wśród uprzejmych
nieuzdolnionym wśród uzdolnionych
smutnym wśród uśmiechniętych?
Wtedy to ty się możesz wiele od nich nauczyć.

Warto byc innym.

Poetycko

16 komentarzy

” Autobus”- Dramat w jednym akcie

Występują:

Czarzasta intensywnie myśląca
Baba pierwsza narzekająca
Baba druga poszkodowana
Baba trzecia orzekająca
Kierowaca autobusu informujący
Dzieci wracające ze szkoły kiepskie śpiewaki

Akt1

Scena pierwsza

Czarzasta wsiada do autobusu numer 122 na skrzyżowaniu Wołoskiej z Woronicza.
Drzwi się zamykają. Nagle uaktywnia się rzępolenie trzech pań w podeszłym wieku.

Baba pierwsza:
- Czemu pan tak szybko zamknął?

Baba druga:
- Na szczęście nic się nie stało.

Baba trzecia:
- Ale mogło się stać.

Baba pierwsza:
- Czemu pan tak szybko zamknął?

Baba druga:
- Na szczęście nic się nie stało.

Baba trzecia:
- Ale mogło się stać.

Baba pierwsza:
- Czemu pan tak szybko zamknął?

Baba druga:
- Na szczęście nic się nie stało.

Baba trzecia:
- Ale mogło się stać.

Wreszcie poirytowany mężczyzna odpowiada, w miarę możliwości spokojnym głosem

Kierowca autobusu:
- Mamy duże opóźnienie muszę się spieszyć.

Baba pierwsza:
- Ale czemu pan tak szybko zamknął?

Baba druga:
- Na szczęście nic się nie stało.

Baba trzecia:
- Ale mogło się stać.

Kierowca nic nie odpowiada. Otwiera drzwi na następnym przystanku. Czarzasta zaczyna marudzić w myślach

Czarzasta:
- Kurwa czy te baby mogły by się wreszcie zamknąć ile razy można powtarzać to samo?!

Baba pierwsza:
- Czemu pan tak szybko zamknął?

Baba druga:
- Na szczęście nic się nie stało.

Baba trzecia:
- Ale mogło się stać.

Czarzasta:
- Przecież już wiemy że pan za szybko zamknął autobus zamknijcie się wreszcie koczkodany

Drzwi się otwierają na kolejnym przystanku

Czarzasta:
- Czy te babiszcze ohydne nie mogły by teraz wysiąść albo się przynajmniej zamknąć? Kto im w ogóle udzielił głosu? Dlaczego one tak jazgoczą Jeszcze chwila a zrobię im krzywdę.

Drzwi się otwierają na przystanku końcowym Czarasta wysiada, baby z resztą też.

Scena druga

Czarzasta zmierza do domu.

Czarzasta:
- Zasrane staruchy, takie to tylko do wrzątku na zupę ale mnie głupie wkurzyły

W między czasie dzieci w wieku szkolnym wracają do domu i głośno podśpiewują jakąś piosenkę.

Dzieci:
- Ogórek, ogórek, ogórek! Zielony ma garniturek i czapkę i sand…

Czarzasta: (która już nie wytrzymuje)

- Zamknijcie się głupie bachory jak będziecie się tak wydzierać będziecie wyglądać jak tamte baby!

Czarzasta wskazuje niegrzecznie palcem na trójeczkę wypełzającą powoli z autobusu. Dzieci chwilę się podśmiewają poczym zaczynają śpiewać inną piosenkę. Baby i tak nic nie słyszą bo dalej są zajęte wychodzeniem z autobusu. Zaś Czarzasta ma już tego dosyć i przyspiesza kroku.

Koniec.

Grover podskakiwał radośnie na ścieżkach pałacowego ogrodu i brzdąkał sobie na lutni. Nagle usłyszał niewieści płacz. To piękna księżniczka szlochała przy ogrodowym murze.
- Nie płacz, śliczna księżniczko. Ja Grover, zagram ci jakąś miłą melodyjkę na tej prześlicznej lutni – próbował ją jakoś pocieszyć.
- To na nic – łkała księżniczka – płaczę przez ten okropny mur!
- Wcale nie jest taki okropny, jest nawet dosyć ładny. Rośnie na nim dzikie wino i w ogóle – protestował Grover.
- To straszliwy mur. Jestem słodka Lukrecja. A moją miłością i sąsiadem zza muru jest Lorenzo. Kiedyś bez przerwy bawiliśmy się razem. Ale któregoś dnia Lulu, ukochana koza mojego ojca, zjadła czerwone, wełniane kalesony ojca Lorenza suszące się na sznurze.
- Jaka smutna historia! – Grover pociągnął nosem.
- Czekaj. To jeszcze nie koniec – powiedziała Lukrecja. – Ojciec Lorenza tak się wściekł, że kazał zbudować ten okropny mur, żeby Lulu już nigdy nie niszczyła mu bielizny. Od tamtej pory Lorenzo i ja jesteśmy rozłączeni.
- Uaa, uaa, uaa! – rozpłakał się Grover. – Pożycz mi chusteczkę, dobrze?
- Poczekaj. To jeszcze nie koniec – powiedziała Lukrecja. – Napisałam do Lorenza miłosny list i skropiłam go moimi najlepszymi perfumami. Ale nigdy go nie przeczyta.
- A dlaczego? – zaciekawił się Grover. – Nie umie jeszcze czytać?
- Umie, umie. Ale przez ten okropny mur nie mogę mu go przekazać.
- Piękna księżniczko, nie mów nic więcej. Ja, Grover, będę twoim posłańcem. Powiedziawszy to, wziął od księżniczki list, zdjął z głowy czapkę z piórkiem i pokłonił się nisko. W tej samej chwili koza Lulu natarła na niego z tyłu i tryknęła go tak mocno, że poszybował wysoko w powietrze.
- Lotniczy list miłosny! – krzyczał Grover przelatując naa-a-ad murem.
Wylądował prosto na głowie szlachetnego Lorenza.
- Auu! A ty skąd się tu wziąłeś? – zdziwił się Lorenzo wygrzebując sie spod Grovera. – Z drugiej strony muru postawionego przez twego rodziciela. Przynoszę list miłosny od pięknej Lukrecji – wyjaśnił Grover.
Lorenzo ochoczo przeczytał list i zemdlał z nadmiaru szczęscia i perfum.
- Dobry człowieku, zanieście to słodkiej Lukrecji – poprosił Lorenzo wręczając Groverowi wielką skrzynię pełną klejnotów. – O rany! Jakie to ciężkie! – stęknął Grover siadając na huśtawce. – Jak ja to w ogóle przeniosę przez mur?
Szlachetny Lorenzo, który przy okazji był równierz bardzo sprytny, wpadł na świetny pomysł. Wszedł na krzesło i krzyknął do Grovera:
- Uważaj, włochalu!
Po tych słowach zeskoczył z krzesła na drugi koniec huśtawki i Grover wyleciał w powietrze jak z procy.
- Uwaga! Lecę! – krzyknął Grover szybując nad murem.
- Och, mój posłańcu, czy masz wiadomość od lorenza?
- Mam dla ciebie drobiazg – wydusił z trudem Grover przywalony skrzynią.
- O raju! Klejnoty! – ucieszyła się Lukrecja. – Właśnie tego mi było trzeba, – Potem odwróciła się i z krzaków róży wyciągnęła swój portret olejny naturalnej wielkości.
- Zaniesiesz to memu ukochanemu! – oświadczyła.
- Znowu przez ten mur? Ciężka jest dola posłańca! – użalił się Grover, opadając na obszytą brokatem huśtawkę Lukrecji. – Przepraszam na chwilę – powiedział – muszę się zdrzemnąć.
- – Nie pora na odpoczynek! – stwierdziła Lukrecja i z całej siły pchnęła huśtawkę. Grover znowu znalazł się w powietrzu. Wylądował u stóp Lorenza z głową w portrecie.
- To ja, Grover, jako twoja ukochana – zaśmiał się.
- Kiedy byłeś u Lukrecji, upiekłem jej ulubione ciasteczka – babeczki z wiśniami.
Lorenzo wręczył Groverowi wielką srebrną tacę, na której piętrzyły się gorące babeczki, i pomógł potworowi wgramolić się na batut. – Pospiesz się! Te babeczki trzeba jeś na ciepło! – Jeden.. dwa.. trzy!- zawołał Grover. – To znowu ja, twój wykończony, włochaty posłaniec – stęknął przelatując nad murem. Wylądował w sadzawce ze złotą rybką.
- Babeczki! – przestraszył się. – Muszę je uratować! – Położył tacę na brzuchu i na plecach popłynął jak szalony do brzegu.
- Och, jakżem szczęśliwa! To moje ulubione babeczki z wiśniami! – ucieszyła się Lukrecja podnosząć tacę z lekko wilgotnymi babeczkami. – Grover, zaniesiesz jeszcze jeden prezent. Mam coś wspaniałego! – Znowu przez mur! – załkal Grover. – Zi-zimno mi. L-ledwo żyję ze zmnęczenia. Ale przecież jestem posłańcem, nie mogę zawieść tej uroczej pary.
- Spójrz – z dumą powiedziała Lukrecja. – Jaka piękna zbroja! Lorenzo będzie wyglądał w niej bardzo romantycznie.
- A nie lepiej przeslać mu pocałunek? – Z nadzieją w głosie zapytał Grover.
- Nie bądź niemądry – żachnęła się Lukrecja wpychając go do zbroi.
- Auu! Przyciąłem sobiepalec! – Ze zbroi wydobywały się żałosne jęki. – Ta zbroja jest strasznie ciężka! Nie dam rady przelecieć w niej przez mur!
- Miłość nie zna przeszkód – słodko powiedziała Lukrecja. – Wskakuj na moją złotą deskorolkę. Zepchnę cię z górki.
SIUUUU! Grover ze świstem ruszył na dół. Usłyszał jeszcze wołanie Lukrecji:
- Nie zapomnij skoczyć!
Pędził na dół nabierając prędkości. Mur zbliżał sięcoraz szybciej. I nagle… BRZDĘK! Przyłbica zatrzasnęła się z hukiem. Pogrążony w ciemności Grover usłyszał jeszcze wołanie lukrecji:
- Skacz! Skacz! Skacz!
Ale było już za późno.
TRACH! I wyrżnął w mur, wycijając w nim wielką dziurę.
Ukochani spojrzeli na siebie przez otwór w murze. Był on w kształcie Grovera. Znowu byli razem. Padli sobie w objęcia.
- Lukrecjo!
- Lorenzo!
- Ojejejej – mruczał niewyraźnie Grover. Leżał zaplątany w czerwone kalesony z wełny, które wisiały na sznurze. Po chwili dokuśtykał do Lukrecji i Lorenza ciągnąc czerwone kalesony za sobą.
- Dziękujemy ci, szlachetny panie, że nas ze sobą złączyłeś – odezwali się jednocześnie Lorenzo i Lukrecja.
- Nie ma za co – jęknął Grover. – Skoro szczęście znowu tu zagościło, mogę już iść do mamusi. Strasznie jestem śpiący. Żegnajcie.
- Czekaj! Zrobisz jeszcze cos dla mnie? – poprosiła Lukrecja. – Jadąc do domu roznieś te kilkaset zaproszeń na bal. Musimy uczcić to spotkanie!
- AAAAIIIIII! – wrzasnął Grover i padł zemdlony na trawę.

fragment opowiadania wzięty z książki pod tytułem „Sezamkowe bajki na dobranoc

Misiu, misiu wskocz do klatki
Misiu, misiu klaśnij w łapki
Misiu, misiu obróć się
Misiu, misiu wynoś się!

Obudził ją dzwonek budzika zamontowanego w magicznym pudełku dzwoniącym nazywanym przez dorosłych telefonem komórkowym. Przeciągnęła się trochę w łóżku i stwierdziła, że idzie spać dalej. Ostatnio w ogóle nie chciało jej się nic robić a przecież zawsze uwielbiała zrywać się z łóżka i budzić całą rodzinkę. „Chyba się starzeję” pomyślała i to też było dziwne bo małe dzieci tak nie myślą… przeważnie. Wreszcie udało jej się powstrzymać ogarniające ją lenistwo. Usiadła na łóżeczku i jedną nogę postawiła na podłodze w celu zeskocznia do świata niżej osadzonego. I to było jakieś dziwne bo przecież normalnie nie dosięgała ziemi siedząc na łóżku. Czyżby się zmniejszyło? Poczłapała swoimi małymi nóżkami do łazienki i tu również coś nie pasowało ponieważ te małe nóżki były jakoś długie i ogólnie wszystko wydawało się niższe niż zazwyczaj. Gdy przejrzała się w lustrze dopiero ogarnęła ją panika. Odbicie w lustrze przedstawiało jakąś dziwną potarganą babę. „Zaraz, zaraz nie znam tej pani!” odezwał się buntowniczy głos w jej głowie. „I nie wiem co ta pani sobie wyobraża ale niech jak najszybciej odda lustro bo mama będzie zła”. Jednak pani od lustra nie zamierzała go zwrócić za to robiła coś jeszcze co strasznie Małgosie irytowało. Otóż niesamowicie dobrze wychodziło jej małpowanie dziewczynki. Nie wiedziała co o tym wszystkim myśleć więc zrobiła to co jej rozsądek nakazywał- Położyła się znów do przymałego łóżeczka i zasnęła. Obudziła ją dopiero jakaś rozradowana obca kobieta. „Co dziś się z tym światem dzieje!? Wszystko jest dziwne!” oznajmiła dziewczynka po czym chciała zacząć płakać jak to miała we zwyczaju jak coś jej się nie podobało. Jednak i to nie przychodziło tak łatwo. Kobieta oznajmiła coś co mniej więcej brzmiało tak „Córeczko nie naburmuszaj się bo przecież dziś jest twoje święto” po czym wręczyła Małgosi wielki zapakowany w lśniący kolorowy papier prezent.

Nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć ale chyba przespałam ostatnie szesnaście lat bo idzie mi coraz ciężej

Pogoda tego dnia nie wyglądała najlepiej, było koło godziny 15:30 i ani odrobiny wiosennej atmosfery. Gdzieś przy skrzyżowaniu Wołoskiej z Woronicza mała dziewczynka o imieniu Małgosia człapała wolniutko trzymając kurczowo rękawa kurtki swojego taty marudząc z różnych dziwnych powodów.-Tato czemu wiosna nie przyszła? Przecież miała dzisiaj przyjść, gdzie są kwiatki?. –Widocznie wolała sobie jeszcze trochę pospać. – odpowiedział jej bardzo spokojnym tonem tatuś. -Ale dlaczego ona nie może, ja chce wiosnę! –Marudziła dziewczynka. Miała prawie 5 i nie wszystkie rzeczy wydawały jej się takie oczywiste jak dorosłym. Nie wiedziała czemu nie ma wiosny tak samo jak nie wiedziała czemu nie może jeść lodów gdy jest przeziębiona. Chciała wiosnę bo było jej smutno jak patrzyła na wielkie brudne zaspy śniegu, gdzie leżały kupa na kupie. – Czy pieski nie mogą korzystać z toalety? –Małgosiu toaletą dla piesków jest trawnik. – A dlaczego? – Tatuś nie chciał wdawać się w tą dyskusję gdyż jak to już jest z małymi dziećmi, odpowiesz na jedno pytanie i już następnych dziesięć jest gotowych. Odrzekł więc, że nie wie bo to było bardzo uniwersalna odpowiedz. Faktycznie nie wiedział, dla niego to było normalne. Szedł tak dalej trzymając córeczkę za rączkę, by się przypadkiem nie przewróciła i nie wykąpała w kałuży gdyż zmierzali do znajomych na obiad. Małgosia marudziła jak nigdy, była nieszczęśliwa i czuła się oszukana ponieważ pani w przedszkolu powiedziała że dzisiaj jest dzień wiosny a co to za dzień wiosny bez wiosny. –Tatusiu co zrobić, żeby ta głupia pani wiosna się obudziła i do nas przyszła. –Pytała zawiedziona dziewczynka. –Możesz jej napisać list, tak jak świętemu mikołajowi pisałaś ale najprawdopodobniej będziesz musiała cierpliwie poczekać to nawet nie zauważysz jak przyjdzie. –Odpowiedział jej z lekkim rozbawieniem tata –Zauważę! –naburmuszyła się. Mina którą zrobiła córeczka sprawiła, że tatuś zaczął się strasznie śmiać. –No nie bącz się już bąku, na pewno zauważysz a jak nie to ja zauważę i ci powiem. –Powiedział gdyż dziewczynce wcale nie spodobało się to, że ojciec się z niej śmieje. Jednak gdy to usłyszała od razu się rozpromieniła, złapała tatusia w pół i mocno przytuliła. Bardzo go kochała i liczyła się z jego słowami. Na pewno miał rację ja też poczekam na tą wiosnę która zaspała


  • RSS